sobota, 23 marca 2019

Od Richarda cd. historii Aksy

Zmrużył oczy, uwydatniając czający się w nich sceptycyzm. Krytycznie pogładził podbródek, przejechał ostrym spojrzeniem wzdłuż ślicznie wyprostowanej sylwetki Aksy. Nie skuliła się, nie drgnęła nawet. Wciąż uśmiechała się czarująco, szeroko, butnie, a jej usta lśniły diabelską czerwienią.
 - Ach, tak...  - mruknął atłasowo gładkim głosem. - Może zechciałabyś mi przypomnieć, gdzie tak właściwie pracujesz, kochanie? - Jego twarz nie wyrażała nic, była nieruchoma, tylko ten uśmiech, jakiś nowy, inny, drgał niestarannie skrywaną podłością.
Aksa zdawała się go nie dostrzegać. W ogóle stwarzała pozór dziwnie odpornej na jego drobne uszczypliwości, te same, pod których wpływem podlotki całkowicie traciły rezon; kładły po sobie uszy, nieśmiało spuszczały powieki, zaciskały na rękawiczkach dygoczące białe dłonie.
 - Tajemnica. - Jej oczy zaświeciły figlarnie.
Brwi Richarda opuściły się lekko, kładąc cień na całą jego twarz.
 - To mój tekst.
 - Nasz - poprawiła go słodko.
 - Mój. Poza tym nie uznaję takiej odpowiedzi - obruszył się. Hardo uniósł podbródek i posłał jej najbardziej protekcjonalne spojrzenie, na jakie było go stać. Władczo napięte mięśnie szczęki podkreśliły jego szlachetne rysy twarzy.
Aksa zaśmiała się lekko, dźwięcznie, leniwie, dziewczęco. Przerzuciła splątaną burzę kruczych włosów na drugie ramię i westchnęło cieniutko, bez cienia rezygnacji czy smutku. Jej dłoń powoli kreśliła okręgi na ręce, którą opierał się o stolik.
 - Przykro mi, kochany - wyznała powabnie - Taka musi ci wystarczyć.
Cicho zazgrzytał zębami, wydął nozdrza.
 - Peu Importe. Nieważne. W zasadzie już z tobą skończyłem.
 - Och?... Co to ma niby znaczyć? Zaraz-zaraz, po co ci ten płaszcz? Czyżbyś się gdzieś wybierał? O nie-nie, siadaj na miejsce, mój drogi. Tak się składa, że ja jeszcze z tobą nie skończyłam. Powiedziałam, siadaj. W tej chwili.
Richard dyskretnie obejrzał się przez ramię. Fragment sali za jego plecami był po brzegi wypełniony stolikami, obleganymi przez gwarzących klientów. W przelocie złowił pytające spojrzenie kelnerki, przebiegł wzrokiem po jakiejś ironicznie wykrzywionej twarzy, wyłapał kilka podejrzanie cichych szeptów, samym swoim brzmieniem wskazujących nieprzychylną treść.
 - Opanuj się, jeśli łaska. Ludzie mnie tu znają. Jestem aktorem, osobą publiczną. Wspominałem o tym? Nie? To mówię teraz.
Oczy Aksy zaiskrzyły się lodowatym blaskiem jak śnieg, gdy pełgają po nim jasne promienie słońca.
Nie ruszyła się z miejsca, nawet nie kiwnęła palcem, by go zatrzymać, ale rozkazujący głos, nagły i niespodziewany, sprawił, że mimowolnie, wbrew sobie, nie postąpił ani kroku w kierunku wyjścia. Uśmiechnęła się pod nosem, z satysfakcją. Richard poczuł, że krew w jego żyłach burzy się, powoli zaczyna gotować.
 - Nie dbam o to - ucięła. - A teraz siadaj, dobrze ci radzę.
Richard usiadł.
Aksa przymknęła oczy na znak pochwały. Przypominała majestatyczną cesarzową na tronie, łaskawie dziękującą swemu uniżonemu słudze za bezbłędne wykonanie rozkazu.
Richard wstał tak raptownie, że przewrócił krzesło.
Aksa śmieje się, ciągnie aktora za rękę, zmusza do zajęcia miejsca obok niej, siada mu na kolanach. Richard na przemian blednie i pąsowieje z gniewu. Kelnerka spogląda na nich ukradkiem, szepcze coś do menadżera lokalu, zakrywając usta dłonią. Goście na sali rozmawiają, muzyka płynie cicho w tle, zmagając się z bełkotliwym szmerem rozmów. Aksa zaczyna go całować, bezwstydnie. Nagle ktoś podchodzi, przeszkadza im. Aksa się sroży. Menadżer wyrzuca ich z sali, w jak najuprzejmiejszych, najgrzeczniejszych słowach. W końcu to drogi lokal, elegancki, cieszący się nienaganną opinią, a oni zachowują się co najmniej niepokojąco, co najmniej nieadekwatnie do sytuacji.
 - To wszystko twoja wina - zawyrokował, otulając się szczelniej dyplomatką, której połami wiatr szarpał na wszystkie strony.
Dokuczliwy chłód wciskał się przez nitki, wlatywał przez rękawy, za kołnierz. Richard momentalnie zatęsknił do przyjemnego, rodzinnego ciepła kawiarni, do jej klimatycznego wystroju, bogatych sprzętów, zdobionych kwiatami filiżanek i starego, zabytkowego piecyka na ażurowych nóżkach. Tylko podsyciło to jego gniew na Aksę.
 - Nie-e.
 - Ta-ak.
 - Nie.
 - Nie drocz się za mną. Mężczyzna ma zawsze rację. Siedź cicho i rób, co mówię.
Aksa ryknęła śmiechem, długim, donośnym, spazmatycznym. Gdy zaczęła się zataczać z wesołości, Richard, wywróciwszy oczami, pomógł jej iść prosto, sprowadził ją z powrotem na chodnik, z którego nieco zboczyła.
 - Nie znoszę cię - wymruczał z kwaśnym uśmiechem. -  Mam nadzieję, że o tym wiesz.
Aksa uderzyła go w ramię torebką z logiem markowego sklepu z bielizną.
 - Przestań, rozpłaczę się.
Richard parsknął ponurym śmiechem, słysząc jej nadąsany ton i widząc godną uwiecznienia minę urażonej małej dziewczynki. Poradziłaby sobie jako aktorka.
  - Płacz - judził aksamitnie, z pyszałkowatym uśmiechem rozkładając ręce. - Nie ty pierwsza, nie ostatnia.
Aksa wydęła usta.
 - Czy ty właśnie ustawiłeś mnie w jednym szeregu razem z tymi swoimi wszystkimi poprzednimi, śmiesznymi, godnymi politowania podfruwajkami?
Nie spojrzał na nią. Bezczelnie przymknął powieki, uniósł kącik ust, po czym oznajmił wolno, dobitnie:
 - Dokładnie tak. Zresztą nie widzę powodów do dąsów, bo nie sądzę, byś była więcej warta.
Aksa przystanęła. Richard zatrzymał się kilka kroków dalej, obrócił na jednej nodze z wdziękiem tancerza. Wiatr porwał do góry opadający tył jego płaszcza, rozwiał włosy.
 - Wierz lub nie, ale jestem warta więcej niż wszystkie te twoje naiwne lalki razem wzięte, mój drogi.
 - Taak? - mruknął sceptycznie.
 - Tak. Będziesz mnie żałował. Zobaczysz. Za kilka lat, gdy będzie już po wszystkim, ciągle nie będziesz potrafił o mnie zapomnieć. Nie zadowoli cię już żadna inna.
Tym razem to Richard się zaśmiał, lecz zupełnie inaczej niż ona. Jego śmiech był przeciągły, głuchy, cierpki, wręcz zjadliwy.
 - Masz zdecydowanie zbyt wysokie mniemanie o sobie, moja damo.

<Aksa, wiedźmo? Przykro mi, jakoś musisz pociągnąć to dalej <3>

piątek, 22 marca 2019

Event Wielkanocny

Czas na wielkanocny event, który mam nadzieję, pobudzi waszą wyobraźnią, a pomysły będą zabawne i wciągające. Nim jednak przejdę do eventu, podzielę się ciekawostką:
  • Zwyczaj malowania jajek na Wielkanoc zapoczątkowała Maria Magdalena. Polska legenda mówi, że kamienie, którymi ukamienowano świętego Szczepana, zamieniły się w czerwone jajka. Jajka stanowią początek życia.
Przechodząc do eventu, razem z Gilan zapewniliśmy wam formę pisemną oraz łatwą zabawę. Zaczniemy od pisania opowiadań. Poniżej przedstawię zadanie główne i poboczne, którymi możecie się kierować.

Zadanie główne
Przypadkiem znajdujesz jajo, które różni się od zwykłych pisanek. Jest większe i połyskuje błękitną aurą. Bierzesz je w rękę, gdy nagle otoczenie znika, a ty zapadasz się w nicość. Kręcisz się i spadasz, czujesz ból głowy, a to dziwne zjawisko wydaje się nie mieć końca. W końcu lądujesz na drewnianej chatce, sięgającej do klatki piersiowej i niszczysz jej połowę. Gdy wstajesz, rozglądasz się wokół. Nie znajdujesz się w znanym ci miejscu, tylko na polanie. Od razu w oczy wpadają ci przerośnięte kwiaty, drzewa o przedziwnym kształcie i masa niewielkich drewnianych domków. Nagle ktoś do ciebie krzyczy, odwracasz się i widzisz nie dużą osobę, przypominającą karła. Jest wściekły za zniszczenie domu, więc jesteś zmuszony pomóc mu w naprawie. W zamian dowiadujesz się, że przeniosłeś się do Krainy Wielkanocy i aby wrócić do domu, musisz odnaleźć właściciela jajka.
Event można wykonać wzorując się tylko na zadaniu głównym, czyli przez własne pomysły. Drugim sposobem jest wzorowanie się na zadaniach pobocznych, które zostały wypisane poniżej. Nie trzeba wypełniać wszystkich zadań, są one pomocą, gdyby nikt nie miał pomysłu na akcje. 
Zadania poboczne

Dowiedz sie, kim jest własciciel
Karzeł, któremu zniszczyłeś dom, każe ci się wybrać do Wszystkowiedzącego, od którego dowiesz się, kto jest właścicielem i jak się do niego dostać. Jedyne, co o nim wiesz, to miejsce pobytu... pod wodą! Aby się do niego dostać, musisz oddychać pod wodą. Mogą ci w tym pomóc magiczne rośliny, które znajdziesz przy drzewie niedaleko jeziora. Zebranie ich wydaje się łatwe... gdyby nie wredne i psotne chochliki, które nie dają ci nawet podejść do roślin. Jak się dostaniesz do drzewa? Przechytrzysz je? Przekonasz? A może spełnisz ich prośbę?

Zdobadz sprzymierzenca
Napotykasz na swej drodze zmartwione króliki, od których dowiadujesz się, że ptaki z sąsiedniego lasu zjadają ich pisanki. Proszą cię o pomoc, ale gdy spotykasz ów stworzenia, okazuje się, że jajka te są ich pożywieniem, dlatego proszą cię o pomoc. Niestety pisanki, które zostały skradzione przez ptactwo, uciekły, wiec musisz je znaleźć. Jak je odnajdziesz? Komu je dostarczysz? W jaki sposób?

Nie zapomnij drogi
Droga do właściciela jajka, prowadzi przez las. Wydaje się on zwykłą gęstwiną drzew i krzewów. Jednak nim przekroczysz pierwsza drzewo, z ziemi wyskakuje mały krecik, który informuje cię, że wchodząc do tego lasu, możesz zapomnieć, po co do niego wszedłeś i jak z niego wyjść. Gdy pytasz o szczegóły, zwierzak znika pod ziemią. Nie znając inne drogi, postanawiasz zaryzykować i wejść w las. Przez pierwsze minuty nic się nie dzieje, idziesz ścieżką, aż trafiasz do źródła. Po jego przejściu, zaczynają się dziać dziwne rzeczy, które ciągle zwracają twoją uwagę: ptaki latające do góry nogami, ryby siedzące na starej kłodzie, nietoperze chodzące po drzewie, a nawet fioletowa sarna, która zaczyna cię wołać... tracisz koncentracje i powoli zapominasz, gdzie podążasz. A nim się obejrzałeś, straciłeś dróżkę z oczu...

Pokonaj straznika
Odnajdujesz siedzibę właściciela jajka, czyli wielki dwór. Niestety bram strzeże dwugłowy biały niedźwiedź, który twierdzi, że Mistrz nie ma czasu i nie ma zamiaru cię wpuścić. Próbujesz go przekonać, proponujesz wymianę, grę logiczną, ale zwierzę jest uparte jak osioł. Odchodzisz i siadasz przy rzece, z której wyskakuje granatowa żaba. Opowiada ci, jak okropnie ją potraktował biały miś i w odwecie zdradza ci, że możesz go uśpić za pomocą kołysanki albo miodu. Który sposób wybierasz?

Komplikacje
Ciężko ci było namówić właściciela jajka, na pomoc w powrocie do domu. Był zajęty i cię ignorował, póki nie zwróciłeś na siebie uwagi. Zabrał cię do pustej sali ze znakami na ścianach i podłodze. Ustawił cię w środku okręgu, jednak gdy zaczął wypowiadać zaklęcie, do pomieszczenia wbiegła wiewiórka w czerwonym kubraczku. Zabrała Mistrza, który nie zdążył odesłać cię do domu. Nim zareagowałeś, zniknęli w wielkim domu. Co zrobisz? Zaczniesz go szukać, błądząc wśród licznych korytarzy i zaglądając do każdych napotkanych drzwi? Czy będziesz czekał, ze świadomością, że prawdopodobnie o tobie zapomniał? A czas ucieka...


Przewidywany czas trwania eventu pisemnego to 22.03 do 22.04, czyli miesiąc. Oczywiście na prośbę, konkurs może zostać przedłużony do dwóch tygodni. Event można pisać w częściach, liczących minimalną wymaganą liczbę słów. Jako etykiety prosiłabym zaznaczać pseudonim postaci, "Event" oraz "Wielkanoc 2019".
Druga część, to zabawa w poszukiwanie jajek na blogu. Raz dziennie będziecie mogli znaleźć pisankę, ukrytą gdzieś na blogu. Ale uwaga! Pisanka nie musi znajdować się gdzieś w kolumnie, czy na stronie, może zostać zalinkowana przy jakimś tekście. Oczywiście zaczniemy od czegoś prostego, by was trochę rozgrzać. Poszukiwania rozpoczną się 1 kwietnia i będą trwały do 20 kwietnia. Aktualizacja, czyli zmiana miejsca pisanki, będzie miała miejsce w godzinach porannych, mniej więcej między 6 a 8.


Jeśli zaś chodzi o nagrody, przewidywane są nie tylko punkty. Jest możliwość zdobycia towarzysza oraz specjalnej ilustracji dla waszej postaci, rysowanej przez naszą Gilan. Mam nadzieję, że to was nieco zmotywuje, a podczas czytania opowiadań, uśmiechy nikomu nie zejdą z twarzy : D

czwartek, 21 marca 2019

Od Michael'a cd. historii Marshalla

Miał dużo czasu do myślenia nad tym, co się znowu stało. Jednocześnie jakoś nie miał ochoty iść i porozmawiać na ten temat z kimkolwiek… czy miał z kim porozmawiać na ten temat? Przetarł oczy, z których zaczęły płynąć łzy, zaciśniętymi dłońmi w piąstki. Pomimo iż płakał, jego mina wskazywała raczej nie na smutek a na zdenerwowanie. Zupełnie jakby siedząc nad jakimś zadaniem bardzo długo, lecz wciąż nie potrafił go wykonać. Ktoś chyba kiedyś mu powiedział, iż nazywało się to frustracją, lecz o tym teraz nie myślał. Usłyszał, jak ktoś wychodzi z domu Cienia, jednak nie podniósł nawet głowy, aby spojrzeć kto to. Wiedział, iż na Pana Chudego było za wcześnie. A jeśli był to kolejny dorosły, to tym bardziej go nie interesował. Zacisnął mocniej dłonie w pięści, po czym bardziej zwinął się w kłębek. Miał teraz ważniejsze rzeczy na głowie niż jacyś przypadkowi dorośli! Chociaż Oni również mogli być podejrzani, prawda? Westchnął długo i przeciągle z rezygnacją w głosie. Wymamrotał pod nosem.
- Głupi, głupi, głupi Dorośli! - leżał tak obrażony przez jakiś czas, a w myślach tylko jeszcze bardziej nakręcał się na to całe nienawidzenie.
Dopiero po jakiś może dwóch godzinach powoli wstał, jednocześnie przestając płakać. Minę wciąż miał zezłoszczoną, lecz jakby trochę łagodniejszą od poprzedniego stanu. Wytarł twarz w swoją bluzę, którą miał na sobie i podszedł do krawędzi klifu. Rzeczą, która go do tego skusiła, było chyba zachodzące słońce, które odbijało się w wodzie. Usiadł tak, iż nogi zwisały mu poza krawędź. Cały widok wyglądał dla Niego jak jakiś rodzaj kwiatu. Albo… nieświadomie złapał się za rękę pokrytą bliznami. Wyglądało to wszystko jak wybuchający ogień. Jego twarz się rozluźniła i wyglądał teraz na bardziej zmęczonego. Nie lubił dużo myśleć, a już któryś raz z kolei robił to przez tych Złych Dorosłych. Przygarbił się trochę, jednocześnie zaciskając mocniej dłoń na swojej poparzonej kiedyś ręce. Często w takich chwilach zastanawiał się, czy jego rodzice też byli Złymi Dorosłymi? Nie były to smutne myśli. Traktował je raczej jako nigdy nie nieodgadnioną zagadkę, jednocześnie lubując się w myśleniu, iż byli Bardzo Dobrymi Dorosłymi. Lubił ich sobie takimi wyobrażać, bo wtedy też wewnętrznie czuł ciepło rozlewające się po jego ciele. Z rozmyślań wyrwał go znajomy głos, który sprawił, iż parę razy szybko zamrugał. Położył się na plecach z nogami wciąż zwisającymi poza krawędź klifu. Zadarł głowę na tyle do góry, aby dostrzec jego czarną sylwetkę i machnął do Niego dłonią. Zastanawiał się nad odpowiedzią, jednocześnie odwracając wzrok od Cienia i delikatnie wzruszając ramionami.
- Siedzę. Myślę. - odpowiedział krótko z prawdą. Uderzyło go coś, o czym prędzej nie myślał. On również by dorosłym, prawda? Przestał zadzierać głowę do góry, aby spojrzeć prosto w niebo, jednocześnie coraz bardziej marszcząc brwi. Zanim mężczyzna miał szansę odpowiedzieć, chłopiec odezwał się ponownie.
- Też jesteś Złym Dorosłym? - zadarł głowę, aby dojrzeć wychudzoną sylwetkę - Czy Dobrym? I czy przez Twoje Obrazy do tych… Innych Światów. Jest taki, w którym możesz wszystkich spotkać? - przez moment wpatrywał się w jego wychudzoną twarz wyczekująco, by po chwili powrócić do wpatrywania się w niebo z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

<Marshall?>

poniedziałek, 18 marca 2019

Od Grigorija cd. historii Richarda

Cisza zapadła jak ciężka kurtyna, gęsta i przytłaczająca. Miała posmak ołowiu.
Gramofon przestał grać; igła podskakiwała na wciąż obracającej się płycie, wydając z siebie irytujące puknięcia. Żaden z nich nie ruszył się, aby ją podnieść.
Grisza utkwił wzrok w bliżej nieokreślonym punkcie, mimowolnie zaciskając i rozprostowując lewą dłoń; tik, z którym nie mógł się uporać od pełnego zagojenia ręki, jakby podświadomie nadal nie mógł uwierzyć, że znów jest sprawna mimo cięcia do kości.
Sprawy się nieco… skomplikowały.
Richard siedział ze skrzyżowanymi ramionami, jakby cała ta afera go najzupełniej nie dotyczyła. Mimo swobodnej pozy i nonszalanckiego skrzywienia ust wyglądał naprawdę mizernie; twarz pobladła ze zmęczenia, podkrążone oczy wydawały się nieco przygasłe i znużone.
Grisza nie miał w zwyczaju wierzyć ludziom bez zastrzeżeń – spotkał w życiu zbyt wielu doskonałych łgarzy, którzy potrafili zaprzeczać wszystkiemu do samego końca. Nieufność do wszystkiego, na co nie było twardych dowodów płynęła mu już we krwi, jak każdemu śledczemu. Na tym polegała ich praca, wątpić i szukać, szukać i wątpić, i nigdy, ale to nigdy nie brać czyichś słów za dobrą monetę.
Obiektywnie: Richard nie miał twardych dowodów. Był aktorem. Wczoraj podał inną wersję wydarzeń. Jakby wszystko sprzęgło się przeciwko niemu.
Sprawy naprawdę się skomplikowały.
Milczenie przedłużało się, czas mijał. Igła pukała. Ktoś za ścianą przesunął ciężki mebel, niemożliwie szurając.
Richard zaczął bawić się szklanką.
– Zarysuje ci płytę.
– Słucham?
– Igła. W gramofonie. Zarysuje ci płytę.
– A, tak. Dzięki.
Grisza podniósł się jak automat, wyłączył gramofon i usiadł z powrotem. Potarł policzek dłonią, starając się zebrać myśli; czuł na sobie wyczekujący wzrok Richarda. No, dobrze. Nie mógł odwlekać tej rozmowy w nieskończoność.
Plecy wyprostowane, głos mocny i zdecydowany.
– Nie uwierzą ci.
– Ale…
– Poczekaj. Wiem, że mówisz prawdę. – Właściwie wiedział tylko tyle, że w obecnym świetle wydarzeń i dostępnych informacji Richard nie ma powodu teraz kłamać, ale nie chciał się rozdrabniać. – Ale nie zmienia to faktu, że brzmi to nieprawdopodobnie, będą cię cisnąć.
– Mam nazmyślać? – żachnął się Richard.
– Nie. Nazmyślałeś już dość.
Cisza. Richard zacisnął usta w wąską kreskę. Był zły? Urażony? Trudno stwierdzić, ale gdyby wczoraj – na przykład – od razu przyznał, do kogo należał pies i parasolka, startowaliby z innej pozycji i Grisza nie zamierzał tego faktu litościwie pomijać.
– Udało mi się dowiedzieć paru rzeczy o śledczym, który prowadzi sprawę – powiedział po chwili, przymykając zmęczone oczy. Były suche i piekły, a trzy godziny płytkiego, niespokojnego snu wcale im nie pomogły.
Richard nawet nie drgnął, znów przybierając nieco znudzony wyraz twarzy.
– I co?
– Jack Besalski, porucznik, stara się o awans. Wiesz, za co się między innymi awansuje w policji, prawda? – Richard powoli pokręcił głową. – Za wykrywalność. Besalski ma dobrą.
– To dobrze czy źle?
– Źle.
Grisza zastanowił się przelotnie, ile może – albo powinien – powiedzieć. Nie chciał za bardzo wtajemniczać Richarda w, jakby nie patrzeć, sprawy wewnętrzne, ani tym bardziej wyciągać przy nim policyjne brudy. Ale teraz obaj byli po szyję w gównie i Richard musiał być choć trochę przygotowany na spotkanie z Pierwszym Pojebem Komendy.
– Źle, bo dobra wykrywalność to presja – podjął, rozprostowując dłoń. – Uwierz mi, nikt nie chce sobie jej popsuć, bo… No, po prostu, nikt nie chce. Więc Besalski będzie się czepiał dowodów z dupy, żeby tylko coś mieć.
– Ma krew – zauważył przytomnie Richard.
– Tak, i może jakieś inne ślady z parasolki. Ale to nic pewnego. Jeśli nie mamy DNA z krwi w bazie, nic mu to nie da. Psy tropiące też mu nie pomogą, ofiarę raczej na pewno wepchnięto do samochodu. Ślad się urywa. A ty znasz ofiarę, Richard, i być może jesteś ostatnią osobą, która ją widziała żywą.
Merde.
– No.
Kolejna długa chwila milczenia. Grisza nie spuszczał wzroku z Richarda, który najpierw jakby zbladł, nerwowym ruchem poprawiając rękawy, a potem uniósł dumnie podbródek z zaciętym spojrzeniem. Nie spanikował, to dobrze.
Grisza poczuł coś na kształt uznania.
– Jedna rzecz jest nam na rękę. CBŚ nie bierze się za pojedyncze porwania, to musi być grubsza afera. Nie znam szczegółów – zastrzegł szybko. Znał tylko plotki, jakie dzisiaj rano przekazał mu podekscytowany Peterson podczas długiej i pouczającej rozmowy, i Richard nie musiał o tym wiedzieć. – Ale… jeśli dobrze zgaduję… ta dziewczyna nie była pierwsza. Żebyś naprawdę zaistniał jako podejrzany, musiałbyś być jakoś powiązany z poprzednimi.
Mina Richarda wskazywała, że wcale nie jest tego taki pewien.
Eh bien… Nie wiesz, kim były? – Zawahał się. – Jakieś nazwiska?
– Nie znam szczegółów, mówiłem. Zniknięcia w rejonie Lachdale, tyle wiem.
A poza tym wszystkie dziewczyny były z bogatych rodzin, które trzymały Besalskiego za jaja, regularnie przychodziły zwyzywać go od nieudaczników, wynajmowały prywatnych detektywów i groziły nagłośnieniem sprawy. Peterson był zachwycony, gdy o tym wspominał.
Richard chyba chciał jeszcze o coś zapytać, ale się rozmyślił. Wbił posępne spojrzenie w szklankę, nadal jednak nie ruszając zawartości.
– Nie jest bardzo źle – Grisza starał się brzmieć krzepiąco. – Jeśli się nie podłożysz, Besalski w końcu uzna cię za fałszywy trop.
– Ale będę tropem.
– Będziesz. Znasz ofiarę, spotkałeś ją przed porwaniem i byłeś na miejscu zdarzenia. To… – Grisza westchnął. Cóż, Richard przecież i tak już nie miał złudzeń. – To dość dużo.
Wyraz oczu Richarda wydawał się niepokojący. Gmatwanina sprzecznych uczuć przetaczała się w nich gwałtownie, od gniewnych błysków przez dziką zawziętość i drwinę po pustą obojętność. Griszy to nie dziwiło – sytuacja była trudna i przykra, perspektywa zeznań nieprzyjemna, a to wszystko po ciężkiej nocy i nikłej ilości snu.
Sam też czuł się niespokojny. Miał alibi, oczywiście, dobrą opinię z Dimevilles, żadnego wyraźnego motywu, nie znał ofiary, co więcej, sam zgłosił porwanie. To wszystko jednak wcale nie znaczyło, że Besalski się o coś nie przypieprzy.
Niemal czuł ciężki oddech Biura Spraw Wewnętrznych na karku.
– Dobrze, omówmy twoje zeznania – rzucił energicznie, spychając niezbyt zachęcającą perspektywę wewnętrznych na margines świadomości. – Jeśli zaczniesz kręcić, Besalski wyczuje to na kilometr i obudzisz się z prokuratorem przyklejonym do dupy. Możesz najwyżej… dyplomatycznie ominąć część prawdy.
Richard uśmiechnął się pod nosem, lekko, niemal niezauważalnie. W ustach policjanta musiało to zabrzmieć dość oryginalnie.
– Uhm, cóż – Grisza odchrząknął z zakłopotaniem. – Dzisiejsza rozmowa nie miała miejsca, jasne?
Bien sûr.
– Zacznie albo od pytania, co robiłeś wczoraj od jakiejś dwudziestej drugiej, albo skąd się wziąłeś na miejscu zdarzenia. Tak czy tak opowiesz to, co mi dzisiaj. Gdy po raz pierwszy wspomnisz o tej dziewczynie, zawahaj się, żeby Besalski to zauważył. Potem zapytaj bardzo cicho, czy pies i parasolka mogły należeć do niej.
Grisza urwał raptownie, jakby coś go uderzyło.
– Albo nie, nie rób tak. To zbyt teatralne, będzie coś podejrzewał. Opowiedz mu wszystko prosto, bez dramatycznych, uhm, wstawek. Jak coś są podrapane drzwi, a co najmniej dwóch sąsiadów potwierdzi, że w nocy dzwonił domofon, już pytałem. Zapyta, czy nie przyszło ci do głowy, że pies i parasolka należą do niej i dlaczego tego od razu nie powiedziałeś. Przyszło, ale byłeś wstawiony, zdenerwowany i nie chciałeś się wychylać. Będzie chciał wiedzieć, dlaczego nie zgłosiłeś… nie zgłosiliśmy… że gonił cię agresywny pies od razu, gdy tu wszedłeś.
– Byłem roztrzęsiony – zasugerował Richard.
– Może być. Nerwowy wieczór, silne emocje, nawet o tym nie pomyślałeś.
...bo to ja powinienem był o tym pomyśleć.
Grisza już słyszał pełen satysfakcji ton Besalskiego, gdy ten mu to wytknie.
– Wczorajszą… rozmowę pomiń. – Richard uśmiechnął się wyjątkowo złośliwie; Griszę nieco to zirytowało. – Chyba że chcesz pytania, dlaczego okłamywałeś funkcjonariusza i co tak naprawdę masz do ukrycia.
– Najzupełniej rozumiem. O czym w takim razie wczoraj rozmawialiśmy?
To kpina? Tak? Nie? Lewa dłoń mimowolnie się zacisnęła.
– O dupie Maryny. Niczym. Opatrywaliśmy twoje oko.
– Przez godzinę?
– No proszę, Richard, zaczynasz mówić jak rasowy śledczy!
Richard roześmiał się niefrasobliwie; wydawał się już spokojniejszy. Oparł się swobodnie o krzesło, wyciągając przed siebie nogi.
– A dalej? – zapytał lekko. – Chcę wyjść zobaczyć, czy pies już poszedł, idziesz ze mną i tak trafiamy na miejsce zdarzenia?
– Zasadniczo tak. Będzie pytał, dlaczego lekkomyślnie wyszliśmy go szukać, skoro jest groźny, dlaczego nawet wtedy nie zadzwoniliśmy na straż miejską… Ale to raczej będą pytania do mnie, nie musisz się przejmować. A, i jeszcze coś. Besalski pracuje z jakąś młodą, która go od roku odpala, postaraj się nie wpaść jej w oko. No i pojedziesz zeznawać pierwszy, ja dojadę za jakiś czas.
Richard poruszył się nieufnie.
– Dlaczego?
– Tak będzie lepiej, zaufaj mi.
Uśmiechnął się uspokajająco, jakby na potwierdzenie tych słów. Bo mnie Besalski chce udupić, a ciebie nie zna.
Nieoceniony Peterson powiedział mu nawet to.

(Richard? ^^)

niedziela, 17 marca 2019

Spóźnione urodzinki

Wybacz Grigorij, coś nie wyszło, chociaż obchodzić święto miałeś dwa dni temu.

Tak więc, spełnienia marzeń Grigorij Smaginow!

Podobny obraz

Jesteś z nami od dwóch miesięcy i napisałeś cztery opowiadania, nie szczędząc klawiatury. Nie mogę się też doczekać naszego wątku ^^ Tak więc wszystkiego najlepszego, szczęścia i oby twe opowiadania nie traciły na jakości :D