Od Jagny cd. historii Marshalla

Siedziałam w swoim domu, kompletowałam dokumenty dotyczące następnej sprawy, mając gdzieś z tyłu głowy ostatnie spotkanie z Marshallem. Coś obijało mi się pod czaszką.
- Muszę się z nim raz jeszcze zobaczyć - powiedziała pod nosem, składając resztkę papierów i zamknęła kolejną teczkę opieczętowaną napisem "sprawa zamknięta". Zapaliła papierosa, odchylając się na krześle, patrzała w sufit.
Wiedziona, swoim instynktem po zjedzeniu wstała, ubrała się i wyszła. Oddała, zakończoną sprawę i odebrała parę dni zaległego urlopu - co zdziwiło jej przełożonych, jednak mając na uwadze jej dobre sprawowanie do tej pory, przekonało ich do oddania jej należnego odpoczynku. Skierowała swoje kroki, w kierunku mieszkania Marshalla, w pół drogi jednak zrezygnowała z tego pomysłu, wpadając na myśl, że mogła coś przeoczyć podczas pierwszego spotkania. To niemiłe uczucie, kiedy coś przecieka przez palce całkiem obiecującego wywiadowcy, jest jak odcisk na stopie. Niby, można z tym chodzić, ale przyprawia o nerwice i niepojęte rozbicie. Owszem, dostając nowe zlecenia skupiała się tylko na nich, ale niewiedza związana z prywatnym śledztwem, rozkojarzała ją i sprawiała, że wraca do tego czarnego punktu swojej wiedzy.
Odetchnęła spokojnie, wyjęła szluga i zapaliła na świeżym powietrzu, spojrzała w niebo. "Ciekawe, gdzie może się podziewać? a może na dobry początek, odwiedzę cukiernie" pomyślała, biorąc tę myśl za dobrą monetę wiedziona nią skierowała kroki do swojej ulubionej knajpki. "Ciekawe, czy się pojawi?" zadumała się, siadając w ulubionym kącie. Zastanawiała się również, jak to wszystko rozegrać, znów jego Cień będzie ją rozpraszał? Przyszykowała sobie, runy obronne, najwyżej go przyszpili, a Oni będą mogli w spokoju porozmawiać. A, przynajmniej cicho na to liczyła... Zabrała się właśnie, za podstawiony pod jej nos deserem. Nagle, ruszyła się, coś wyczuła... może kogoś? Jakby mogła, poruszyłaby uszami jak zając pod miedzą, czuła tą obecność ale nie wiedziała co, to takiego. Wydawało jej się przez moment, że ktoś stoi koło jej stolika, to było jak Déjà vu.
Skupiła się maksymalnie na tym odczuciu, sięgając pamięcią coraz do Tamtego dnia, w którym spotkała obiekt swojego zainteresowania, swój cel. Przypominała sobie tamte wydarzenia klatka po klatce, jak przebiegło to spotkanie, znalazła tą lukę, która dręczyła ją od tamtej pory. Coś mignęło jej przed oczami wtedy, coś równie delikatnego jak mignięcie skrzydła motyla. "Nie... to nie było przywidzenie, to było..." Nie dopuszczała do siebie, takiej dziwnej myśli. Przeczuć. To po prostu, nie mogło być jej wspomnienie, ponieważ nigdy nie spotkała na swojej drodze tego chłopca.Wszak jako, przyszła specjalistka do spraw dochodzeniowych musiała mieć pamięć absolutną.

<Marshall?>

Czystka

W ferie chciałabym przeprowadzić kilka, niewielkich zmian, w tym zmienić szablon. Przeprowadzę także czystkę, która będę trwała do 22 stycznia. Prosiłabym o wpisanie się do komentarza pod tym postem, imię postaci i co chcecie z nią zrobić: zostać, zawiesić lub usunąć.

Prosiłabym także o wypełnienie tej krótkiej ankiety, w celu ulepszenia Iterum: KLIK

Dziękuje za uwagę, Pande.


[edit]
Planowane zmiany:
- szablon (otwarty, dwukolumnowy)
- zmiana strony "Bogowie"
- odpowiedzenie na dręczące nas pytania na temat świata

Od Nairo

Dziś też to słyszałem. Głosy były tak zniekształcone, że sam nie mogłem ich zrozumieć. Widziałem zamazane czarną nicią twarze. Czułem jak dreszcze rozchodzą mi się po całym ciele. Dotyk ich dłoni, szponów i zębów, był tak bolesny, parzący i nieznośny. Trucizna, żądzą krwi i odrażający zapach, powodowały bóle głowy, a nozdrza drżały ze smrodu. Nie mogłem się tego pozbyć, coraz bardziej i mocniej to czułem. Dusiło mnie to, robiło mi się niedobrze. W tym wszystkim najgorsze było to, że gdy otworzyłem powieki, poczułem rozdzierający moje ciało ostry przedmiot, do tego coś ciężkiego, było przy moich nadgarstkach i kostkach..
To już kolejne takie przeżycie, z tych których nie znoszę. To jednak nie był koniec tych tortur. Ostatni, etap, który to kończył, było utopienie mnie. Próbowałem, starałem się wydostać, ostatecznie mi się to nie udało..
- Dobrze, a teraz wybudzisz się.- powiedziała kobieta. Obudziłem się z głębokiego snu. Poczułem się jak niedźwiedź, który budzi się na wiosnę. Mój wzrok przepłynął po całym pokoju, po czym spoczął na kobiecie. Psycholog i terapeutka, mająca kochaną rodzinę, mimo że utraciła jednego syna. Pozostaje szczęśliwa, choć miewa swoje gorsze dni. Pani Unime Antil, nie ufam, ale skoro Satoru ją tak polecał, oraz wydawać by się mogło z jego tonu, że się znają... Zaufałem jej, nie jestem przekonany co do tego. Choć i tak nie codziennie przychodzę, jedynie co jakiś czas, gdy Satoru mi poleci, bądź sam zechce przyjść  się wygadać.
Wstałem z wygodnego fotela, pożegnałem się z Pani Antil i wyszedłem. Naciągnąłem kaptur, bo nie przepadam za gapiami. Nie lubię, gdy ktoś dotyka moich uszu tak samo, jak ogona. Ile można to znosić, a nie chce narobić sobie problemów, choć i tak one lgną do mnie. Po wyjściu z budynku, w końcu mogłem odetchnąć, ale to nie było wszystko, bo zanim udało mi się wyjść, wpadłem w tarapaty. Dokładniej to zaczepił mnie jakiś świr, a może zboczeniec. Nie chciał puścić mojego ogona, więc mój przyjaciel i obrońca musiał zareagować, koniec końców, skończyło się na ucieczce. Przynajmniej udało mi się wyjść, ale jestem za to głodny. Trzeba będzie znaleźć jakieś miejsce, by kupić posiłek oraz mój ulubiony shake. Przy shake'ach może być każdy smak, byleby to był ten słodki i aromatyczny napój.
Po drodze rozglądałem się gdzie zajrzeć, by zakupić to, o czym myślałem, by zjeść. Koniec końców, zatrzymałem się przed jednym z fast foodów. Automatyczne drzwi się otworzyły, po wejściu głębiej, mój nos wywęszył wiele zapachów. Ślinka powoli zaczęła mi płynąć, a żołądek, zaczął wydawać dość nieznośny i nieco za głośny dźwięk. Czas go uciszyć, tak byłoby najlepiej. Najpierw muszę poczekać w kolejce, a gdy nadejdzie kolej na mnie, wtedy zamówię, zapłacę, by poczekać, aż zrobią mi jedzonko. Obym do tej pory nie umarł i nie zjadł kogoś innego.
Wyjąłem telefon z kieszeni, gdy czekałem na swoje zamówienie, mój brzuch też się odzywał. Naciągnąłem mocniej kaptur, by jakoś zagłuszyć ten hałas i zapachy, które zaraz mnie rozerwą. Nie wiem, ile musiałem tak czekać, jednakże w końcu nadeszła kolej na mnie. Odebrałem swoje zamówienie i znalazłem jakieś miejsce, w którym sobie usiadłem. Zabrałem się od razu za hamburgera, którego w kilka sekund pochłonąłem. Musiałem chwilkę odczekać pijąc shake'a i podjadając frytki, by mój żołądek się uspokoił. Ne śpieszyło mi się poza tym, także mogłem przesiedzieć tu tak długo, jak chciałem.
Powoli kęs za kęsem, bez pośpiechu. Nim skończyłem, na zewnątrz zapadła noc. Lokal opustoszał, co mnie nieco zdziwiło. O dziwo nic nie słyszałem, a na pewno coś powinienem. Posprzątałem po sobie, zabierając jedynie shake w plastikowym kubeczku i ruszyłem wzdłuż ulicą. Niektóre lampy się świeciły, a inne migotały. Taka sytuacja przypominała nadciągający horror.
- Nairo szybciej, ktoś za tobą idzie. Nairo, słuchasz ty mnie. - Satoru podniósł nieco swój głos, za to ja tylko mruknąłem w odpowiedzi i szedłem dalej. Nie zwracałem na nic uwagi, dopiero się zatrzymałem, jak nieopodal za sobą słyszałem pisk. Odwróciłem się i zobaczyłem pod migocącym światłem latarni jak para ludzi łapie jakieś osobniki.
Teraz dopiero dotarły do mnie słowa przyjaciela, dlatego przyśpieszyłem i zacząłem uciekać, nie udało mi się wypić shake, bo musiałem go rzucić na łowcę. Udało mi się uwolnić, dlatego też zacząłem uciekać najszybciej jak mogłem, Satoru mi pomagał znaleźć odpowiednią drogę, ale w końcu trafiłem na ślepą uliczkę. Zostałem otoczony, nie miałem jak uciec, w takich momentach Satoru się pojawia, stara się pomóc, bym mógł uciec. Przyjaciel nie odpowiadał na wezwana, jakby coś go blokowało. Przecież to duch, co do diabła. Przeraziłem się, zacząłem się trząść z przerażenia, starałem się jakoś uciec za sprawą swoich mocy, ale nic nie działało. Musieli mi je jakoś zagłuszyć.
Węch mnie nie zawiódł, ktoś jeszcze się tu znajdował, skuliłem się i schowałem w rogu. Szukając drogi ucieczki, ale też patrzyłem, jak ktoś się zbliża, ta druga osoba. Przyszła mnie ocalić? Może wręcz przeciwnie? Czy tutaj pożegnam się ze swoim marnym życiem? Może jednak ocaleję? Co się ze mną stanie?
Pełno pytań napływało do mojej głowy, a walące serce i przyśpieszony oddech zaczynał odbierać mi dobrą widoczność. To się nazywa chyba atak paniki, Satoru coś o tym wspominał.

Alexie?

Pytasz mnie? Jak mam ci odpowiedzieć, skoro mnie nie słuchasz



Autor: hen-tie
Nairo
Nairo - tak go nazwali, by miał jakieś imię. Jednakże, dla naukowców, był to - Pacjent Zero. Czasem zmieniają jego imię na - Noiro.

Od Lissandry cd. historii Christophera

Zatrzymałam się i odwróciłam. Ujrzałam faceta o jasnej karnacji oraz blond włosach. Za nim zauważyłam delegacje. Lecz jakoś nie interesowało mnie to czego chcą tu. Po namyśle, o co pytał facet wzdrygnęłam się.
- To nie przychodnia lekarska. Wiele laborantów tu pracuje i badają setki krwi. Musisz być dokładniejszy jeżeli pytasz o swoją krew lub kogoś z rodziny - odparłam chłodno.
Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem po czym spytał.
- Musze wszystkich pytać czy mają moją krew ?
- Podaj Imię i Nazwisko to ci odpowiedzą, inaczej nie dostaniesz dosłownej odpowiedzi.
Zastanowił się przez chwilę. Miałam zamiar już odejść lecz znów zapytał.
- A czy ty badałaś moją krew moje dane to Christopher Sheckelford
Zastanowiłam się przez chwilę. Badałam jego krew. Było w niej coś dziwnego co było mi ciężko wybadać. Lecz nie mogłam sobie pozwolić na wyszczególnione badania, gdyż nie taki był cel.
- Tak badałam i mam wyniki - ruszyłam w stronę laboratorium w którym badałam ludzką krew. Facet podążał za mną. Weszliśmy do pokoju laboratoryjnego.
Usiadłam na fotelu, który znajdował się koło biurka na którym pracowałam. Zaczęłam przeglądać papiery. Gdy znalazłam wyniki podałam mu.
- Proszę. Mam nadzieję, że miło spędzisz kilkanaście dni w szpitalu - odparłam i dalej zaczęłam przeglądać papiery.
Spojrzał na wyniki po czym spytał.
- Czemu tak mówisz? - spojrzał na mnie
- W Twojej krwi odizolowałam truciznę przez którą zapewne się tak źle czujesz. Lekarzom zajmie kilkanaście tygodni zanim dowiedzą sie co to jest. Mi to by zajęło 30 minut. No ale niestety ja miałam tylko wykryc co jest powodem twoich dolegliwości.
- Mogłabyś sprawdzić co to za trucizna ? - poprosił
- Mogłabym, ale niestety wtedy bym naruszyła regulamin laboratorium. Prawdopodobnie wtedy miałabym kłopoty.
Facet zastanowił się chwile.
- Jakbyś odizolowała truciznę i poznała od kogo to czy mogłabyś od razu zrobić antidotum ?
- Oczywiście to żaden problem, lecz haczyk tkwi w tym, że i tak potrzebowałabym większej ilości twojej krwi.
Facet podwinął renkawi usiadła na krześle.
- Więc pobieraj - odparł
- A co ja pielęgniarka ? - burknęłam- nie mam sprzętu by to zrobić
- A któraś z twoich koleżanek ? - zapytał
Zastanowiłam się przez chwile. Lena miała zestaw do pobierania, często się zdażało że samej sobie pobierała by sprawdzić czy wszystko ok jest.
- Moja znajoma Lena ma. Byś musiał do niej iść i poprosić ja.
- podasz mi swoje Imię? - zapytał oraz dodał - gdy powołam się na Ciebie chętneij mi pobierze.
-Lissandra - odparłam i zajęłam się przygotowywaniem sprzętu. Po chwili dodałam - Pokój nr 238
Facet wyszedł i po 10 min wrócił z próbką krwi.
- Muszę teraz iść do komisji ale wrócę za godzine - odparł i wyszedł.
Wzdychnęłam i oparłam się o krzesło.
- Będę mieć problemy... - podrapałam się za głową i zaczęłam badać krew. Szybko poszło mi odizolowanie trucizny. Była dość niezwykła. Porównałam go z innymi truciznami zwierząt. Nie pasowało do żadnych z nich. Przez chwilę myślałam. Objawy pacjenta coś mi przypominały. Zaczęłam przeglądać swój prywatny katalog zwierząt zmutowanych, które spotkałam. I znalazłam. Spojrzałam na zegarek. Minęło dopiero 30 min. Przeprałam się w marynarkę i ruszyłam w stronę wyjścia. Przeszukałam kieszenie by znaleźć klucz do mieszkania i ruszyłam do niego. Gdy byłam już przed blokiem, czekała mnie wspinaczka po schodach. Szybko potruchtałam na 4 piętro i stanęłam przed drzwiami do mieszkania. Wsadziłam klucz i przekręciłam go. Gdy otworzyłam drzwi wyleciał na mnie od razu mały Malphas. Przygarnęłam niedawno go, gdyż prawdopodobnie albo matka go porzuciła, albo złapali ja do badań i mały sam by nie przeżył. Wspiął sie po mojej nodze i przytulił mnie mocno. Wzięłam go na ręce i zamknęłam drzwi wejściowe.
- Malutki potrzebuje twojej pomocy. Pomożesz mi ? - spytałam
Mały spojrzał na mnie swymi niebieskimi oczami i słodko kichnął co w jego wykonaniu oznaczało tak. Pobrałam od niego ślinę, by wystarczyło dla Christophera.
Nakarmiłam go odrazu robakami i wyszłam z domu. Zamknęłam drzwi i szybko pobiegłam do laboratorium. Przebrałam się znów w fartuch i usiadłam w fotelu by odpocząć po biegu.
Wszedł wtedy mężczyzna.
- Wróciłem - odparł - i jak już gotowe ?
- Tak - wlałam do probówki odtrutkę by wypił - proszę wypij
- Co to jest ? - spytał i wziął probówkę do ręki
- Antidotum , wypij zamin ci powiem
Gdy przechylił probówkę. Ślina ściekła mu powoli do buzi.
- To jest ślina Malphas'a - odparłam
Skrzywił się i połknął.
- Kiedy zacznie działać? - spytał
- Jako iż trochę już jest w twojej krwi... Jutro powinno być już lepiej- odparłam i spojrzałam na zegarek. Była już godzina by oddać szefowi wszystkie wyniki badań i iść do domu. Wstałam i zaczęłam sprzątać swoje biurko. Kompletnie już nie zwracałam uwagi na Faceta.

C.D ?